niedziela, 3 stycznia 2016

NIE-ZWYKŁA NIEDZIELA

Dziś naszły mnie rozważania religijne. W drugi dzień Świąt dopadło mnie choróbsko. Najpierw ból gardła, chrypka, potem stopniowo pozostałe objawy. Zaaplikowałam sobie dwa dni leżenia w łóżku i stosowania wszelkich możliwych mikstur zdrowotnych. Nie jeździłam ‘w gości’, nie byłam też w Kościele. Potem nadszedł Nowy Rok, a ja nadal udomowiona. W kolejną niedzielę też darowałam sobie uczestnictwo we Mszy Św., ponieważ mimo, że lepiej się czułam, nadal miewałam ataki kaszlu. Pomyślałam wtedy o tych wszystkich osobach, które nie świętują Niedzieli. Jak w takim wypadku wyglądałby mój dzień? Wstaję rano, i co? Do pracy się nie idę, ale mam do ogarnięcia trójkę dziewczyn i leniwca. Sumienie mnie nie ogranicza, więc jeśli mam pełny kosz ciuchów w łazience, to robię pranie. Jeśli nie sprzątałam dzień wcześniej, biorę się za mop i odkurzacz. Dzieciaki też zawsze coś porozrzucają, nie ma na nie mocnych. Masakra. I tak przez siedem dni w tygodniu? Współczułabym samej sobie w takiej sytuacji. Od kilku już lat staram się świętować w Niedzielę. Msza Św. jest obowiązkowo, ale do tego nie chadzam do sklepów po zakupy (choć czasami toczyłam spór wewnętrzny, gdy małż akurat w niedzielę zechciał zabrać nas do galerii). Nie robię też generalnych porządków, nie włączam odkurzacza. Tylko mycie garów i szybkie ogarnięcie tematu. I jest mi z tym dobrze. Cieszę się, że jest ta Niedziela, że mogę ten dzień spędzić w nieco innej atmosferze, niż pozostałe sześć. Jest jak za dawnych czasów: w sobotę trzeba wysprzątać dom przed niedzielą. U mnie dodatkowo dochodzi sprzątanie w poniedziałek – po Niedzieli.
*Tekst zawiera 100% subiektywnej opinii.




Sobota po staropolsku: szarlotka upieczona i kogut na rosół oskubany. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz