Dziewczyny przygotowały laurki z okazji Dnia Babci i
Dziadka. Głównym wykonawcą była Natka, która z niewielką pomocą taty rozdzielała swoje dzieła pomiędzy dziadków.
Na kartkach dla babć i prababci były kwiatki rożnych gatunków, o czym
świadczyły przypisy na dole strony, zamieszczone przez tatę. Przyszła kolej na
rysunek dla dziadzia. Nati, po krótkim namyśle, powiedziała, że dla dziadzia
narysuje….kieliszek. Rozłożyła nas tym na łopatki. Praktyczna dziewczyna,
heheh. Po chwili jednak dodała, że w kieliszku mają znajdować się owoce. I koło
w podstawce. Tym razem ja i mąż nie zrozumieliśmy, co autor miał na myśli. Jedno
było pewne, honor dziadka został ocalony. Wzory laurek pobrałam z Bazgroszytu.
środa, 6 lutego 2013
wtorek, 5 lutego 2013
BABECZKI TIRAMISU
Babeczki Tiramisu były kolejnymi, które przełamały moją
złą passę do muffinów i tym podobnych. Robiłam je już kilkakrotnie, gdyż ich
smak mnie zachwycił. Smakowały też rodzince. Przepis zaczerpnięty został ze
strony Moje pyszności. Bardzo podobał mi się pomysł z przekładaniem babeczek kremem. Ciasto
stało się przez to delikatniejsze szczególnie, że dodatkowo było nasączone
kawą. Dosłownie rozpływało się w ustach. Polecam ten przepis.
BABECZKI TIRAMISU
Ciasto:
125g masła
1
jajko
½
szklanki cukru
2 łyżeczki
cukru waniliowego
1 ¼
szklanki mąki pszennej
1 ½
łyżeczki proszku do pieczenia
¼ łyżeczki
soli
150ml
mleka
2 łyżki
śmietany 18%
Masło
utrzeć z cukrem. Dodać jajko. Dodać suche składniki na przemian z mlekiem. Wlać śmietanę. Krótko wymieszać. Masę przełożyć do foremek. Piec w temperaturze 180°C przez 25 minut.
Poncz:
½
szklanki mocnej kawy
2 łyżki Likieru Amaretto
Kawę wymieszać
z likierem. Z ciastek odciąć wierzch w kształcie stożka. Nasączyć ponczem obie
części.
Krem:
200ml
śmietanki 30%
1/3
szklanki cukru pudru
250g
serka mascarpone
1
łyżeczka kakao
Śmietankę
ubić z cukrem. Wymieszać z serkiem. Połową kremu przełożyć ciastka. Przykryć
odciętą górą. Wierzch ozdobić pozostałym kremem. Posypać kakao.
poniedziałek, 4 lutego 2013
PIERWSZY SIUSIAK
Nadeszła pora dorastania. W życiu Natki pojawił się
pierwszy siusiak. Pierwsze poważne rozmowy o strefach intymnych. Historia ta po
raz pierwszy przytrafiła się mężowi, za drugim razem to na mnie przypadł
obowiązek uświadamiania. Wstęp był dosyć poważny, lecz sprawa miała się
zupełnie inaczej. Nati rysowała z tatą na tablicy magnetycznej. Poprosiła tatę
o narysowanie misia. Gdy ten skończył, Natka wzięła długopis i dorysowała
misiowi kółko między nogami. Mąż zapytał ją, co narysowała. Natka odpowiedziała,
że to siusiak. Kilka kolejnych rysunków też zostało ozdobione ślicznymi
siusiakami. Gdy ze mną rysowała zwierzaki, też dorysowywała im siusiaki.
Przystąpiłam do tłumaczenia tej wielce poważnej sprawy. Powiedziałam córce, że
siusiaki znajdują się w miejscach intymnych i dlatego nosi się je w
majteczkach. Majtki są pod ubraniem i ich nie widać, dlatego nie rysuje się ich
na rysunkach. Natka na to odpowiedziała – W takim razie to będzie goły Misiak.
Na to nie miałam już takiej sprytnej odpowiedzi. Pędzę przygotować się przed
kolejną niespodziewaną rozmową, heheh.
CHLEB TWISTER
Chleb Twister jest jednym z ciekawych pomysłów na domowe pieczywo. Dodatek miodu sprawił, że chleb miał lekko słodki smak, natomiast mak dodał mu sporo uroku. Chleb dobrze się kroił i wspaniale smakował. Przepis pochodzi z programu Lorraine Pascale ‘Baking made easy’. Za pierwszym razem sama zjadłam prawie cały, jeszcze ciepły bochenek. Przy kolejnej próbie nie dzieliłam ciasta na sześć części, lecz na
trzy. Niestety efekt wizualny nie był już taki piorunujący, mak gdzieś zaginął w środku bochenka i chleb stracił nieco uroku. Plusem było natomiast to, że mak nie uciekał z kromki przy każdym podniesieniu. Polecam zakręcony chleb
Twister w obu wersjach.
CHLEB
TWISTER
Składniki:
550g
mąki pszennej
100g
mąki pełnoziarnistej
350ml
cieplej wody
2
łyżeczki soli
15g świeżych drożdży
2
łyżki miodu
1
łyżka oleju
50g
maku
Mąkę
wymieszać z solą. Dodać drożdże rozpuszczone w wodzie z miodem. Wyrobić. Odstawić
na 1 godzinę. Rozwałkować prostokąt o wymiarach 40x24cm. Ciasto posmarować
olejem. Posypać makiem. Pokroić na 6 pasm. Każde pasmo skręcić. Ruloniki zebrać, skręcić i
ułożyć z nich wieniec. Skleić wodą. Odstawić na 30 minut. Piec w temperaturze 200°C przez 35 minut.
Chleb Twister skręcony z trzech pasm ciasta.
niedziela, 3 lutego 2013
TIRAMISSIMI
Oto szybka i lekka wersja znanego deseru
Tiramisu. Wymaga tylko 30 minut schłodzenia. Jest lżejsze, ponieważ nie zawiera
śmietanki i żółtek, a puszystości nadają mu ubite białka. Słodzone miodem.
Pozostałe elementy są już standardowe, czyli biszkopty, espresso, kakao i
Amaretto. Inspiracja z programu Nigellissima. Polecam.
TIRAMISSIMI
Składniki:
250g
serka mascarpone
2
białka
2 łyżki
miodu
4 łyżki
likieru Amaretto
16
podłużnych biszkoptów
140ml
espresso
¼
łyżeczki kakao
Połamane
biszkopty ułożyć w 4 pucharkach. Zalać je espresso z dodatkiem połowy likieru.
Serek wymieszać z likierem i miodem. Dodać ubitą pianę z białek. Krem wyłożyć na biszkopty. Wstawić do lodówki na 30 minut. Wierzch
posypać kakao.
sobota, 2 lutego 2013
PODŁUŻNE CIASTKA POMARAŃCZOWE
Ciasteczka zainspirowane były pięknymi zdjęciami w
Brulionie z przepisami. Miałam na zbyciu kilka pomarańczy, więc nadarzyła się
idealna okazja aby zrobić małe co nieco dla małych brzuszków-łakomczuszków.
Ciastka robiło się bardzo przyjemnie. Uwielbiam zapach pomarańczy, a robienie wałeczków
było dla mnie okazją do powspominania świąt. Ciasteczka bardzo mi smakowały. Dziewczyny też się nimi zajadały. W
szczególności Natka pałaszowała te pomarańczowe paluszki, aż nie mogłam się
nadziwić. Nati jest teraz na etapie żywieniowym ‘na talerzu nic niczego nie
dotyka i nic nie jest niczym wysmarowane’. Całe szczęście, że istnieją makarony
i ryż. Bez dodatków oczywiście. Dzieciakom nie potrzeba niczego więcej, aby
przeżyć. Tu natomiast polewa czekoladowa Natce nie przeszkadzała. To
dobrze. Cieszyłam się, że smakowało.
PODŁUŻNE
CIASTKA POMARAŃCZOWE
Składniki:
125g masła
40g
cukru pudru
1 łyżka
mąki ziemniaczanej
150g mąki
pszennej
1 ½ łyżki
startej skórki z pomarańczy
30ml
soku pomarańczowego
Masło utrzeć
z cukrem. Wsypać obie mąki. Dodać pozostałe składniki. Zagnieść ciasto. Wstawić
do lodówki na 30 minut. Z porcji wielkości orzecha włoskiego formować wałeczki o
długości 15 centymetrów .
Piec
w temperaturze200°C
przez 12 minut. Pomarańcze można zastąpić mandarynkami.
w temperaturze
Polewa:
30g
czekolady deserowej
Czekoladę
rozpuścić w kąpieli wodnej. Polać ciastka tworząc fale.
piątek, 1 lutego 2013
ZABAWA Z PREZENCIKAMI
Aby umilić gościom świętowanie urodzin Lali, postanowiłam zaproponować
im zabawę. Długo zastanawiałam się, co wybrać. Poprzednim razem była to zabawa
w odgadywanie z karteczek, kim się jest. Tym razem pasowało wymyślić coś
innego. Zabawę z prezencikami zobaczyłam przypadkiem na fb Doroty Zawadzkiej.
Pani Dorota urządziła ją podczas wigilii. Pomyślałam – wspaniały pomysł,
ciekawe jak to będzie. Gra polegała przygotowaniu mnóstwa tanich prezencików,
które goście mieli sobie wylosować. Gdy ktoś wyrzucił szóstkę na kostce, wybierał
prezent. Nie otwierał. Gdy wszystkie prezenty zostały rozdane, przez kolejne 15
minut gracze kontynuowali grę, z tym, że prezenty zabierali innym graczom. Po
tym czasie nastąpiło rozpakowanie prezentów w towarzystwie wybuchów śmiechu i tzw.
chichrania. Gra prosta, łatwa i przyjemna.
W domu znalazło się mnóstwo drobiazgów. Część
rzeczy upolowałam na poświątecznych wyprzedażach. Z zapakowaniem prezencików
nie było problemów. Efektem ubocznym pracy w papierniczym były zgromadzone
zapasy papierów ozdobnych na tzw. ‘kiedyśprzydasię’. Przygotowałam około 55
niespodzianek. Już sama nie pamiętam, co było w środku. Podczas przygotowywania
/z dwutygodniowym zapasem/ robiłam spis rzeczy, aby nie dublować podarków.
Tajemniczymi niespodziankami były m.in. zapałki, chusteczki higieniczne, próbka
perfumy, próbka kremu, maszynka do golenia, papier toaletowy /był najładniej
zapakowany i miał wzięcie/, próbka płynu do naczyń, próbka proszku do prania, kapsułka
żelu do prania, wafle suche, długopis reklamowy, reklamówka, zszywki, mały
spinacz świąteczny, klamerki do bielizny, gąbka kąpielowa, gąbka do mycia naczyń,
sitko do zlewu, moneta 2 złote, notes reklamowy, notes ręcznie robiony, kubek
na espresso z wesołą minką, kieliszek, widelec, łyżeczka, cukierki, książka,
obrazek haftowany pinkeep, wykałaczki z automatem /czad/, makaron, bułka tarta, lizak
smoczek, packa na muchy z napisem Love is in the air, wafelek w kształcie
hipopotama, pokrowiec na klucze, kostka wc /myśleli, że to gumy do żucia, albo
odświeżacz powietrza/, filcowy koszyk na pieczywo, wkręt, pocztówka, skrobaczka
do szyb, mydło, kawa 3in1, szpulka nici, budyń, czepek kąpielowy, żarówka. Więcej
grzechów nie pamiętam. Plan imprezy obejmował 30 gości, lecz część nie dojechała.
Reszta bez skrupułów podzieliła się ich porcją prezentów, heheh. Przed
rozpoczęciem gry wygłosiłam uroczystą przemowę. Powiedziałam m.in., że
wszystkie prezenty są unikatowe i będą dobierane indywidualnie do każdego z gości,
czyli sami je sobie wybiorą. Aby było prościej, użyłam dwóch kostek z kolorami.
Pożyczyłam je z jednej z planszówek córki. Każdy gracz, który wyrzucił czerwony
kolor, wybierał prezent. U nas nastąpiła drobna zmiana reguł gry, gdyż w
rozdawanie prezentów zaangażowała się Natka i to ona wybierała, co dla kogo ma
być. Na początku gry najlepiej powodzilo się szwagierce Joli. Niemal za każdym
razem wyrzucała czerwony kolor na kostkach. Potem dobra passa się odwróciła,
wszyscy rzucili się na jej łupy i została z jedną rzeczą. Najmłodszy uczestnik,
Damin, dzielnie wałczył o jak największe prezenty. Pozostali stosowali sobie
tylko znane techniki. Babcia D używała metody nasłuchu, czyli potrząsała
paczuszką w celu identyfikacji przedmiotu. Moja siostra zdała się na dotyk, siłę
nacisku i sprężystości. Babcia T, ze względu na kondycję, zabierała jedynie sąsiadom
po prawej i lewej stronie. Młodzież natomiast ufała zmysłowi wzroku i rentgenem
w oczach prześwietlała niespodziewajki. Przy rozpakowywaniu prezentów było dużo
radości. Każdy był ciekawy, co znajdowało się w jego łupach. Myślę, że zabawa
była udana. Były to dwie godziny pełne wygłupów i chichotów. Był czas na
dyskretne uprzątnięcie stołu i przygotowanie ciepłych dań. Po sporej dawce śmiechu
dopisał także apetyt. Minusem zabawy było to, że nie brałam w niej udziału.
Skoro sama wszystko przygotowałam, nie było sensu wybierania prezentu. Mąż, chociaż
wiedział o koncepcji zabawy dużo wcześniej, nie mógł się oprzeć i też w niej uczestniczył.
Twierdził, że on tak tylko od czasu do czasu będzie rzucał. Jasne, hihi.
Podczas następnej nadarzającej się okazji postaram się zorganizować to tak, aby
każdy z gości przyniósł po kilka drobiazgów. Wtedy może nie będę taka poszkodowana.
Jeśli oczywiście los będzie łaskawy. Grę polecam. Sprawdziła się na piątkę z
plusem.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












